ul. Stanisława Moniuszki 13

Słuchaj no, synek — ja jestem Staszek.
Nie byle kto, nie jakiś tam majster z przypadku, tylko ten jedyny, co został na placu boju, gdy wszyscy już dawno się zmyli. Osiedle Stanisława Moniuszki? No, to ja je budowałem razem z firmą Repiński. Dobra firma, porządna. Na Kaszubach to się bez takich firm nie da, bo jak kto ci chałupę zbuduje, jak nie oni? Ale wiesz, jak to jest… robota skończona, chłopy odjechali, a ja zostałem — sam, z łopatą w ręku.
I nie myśl sobie, że to zwykła łopata. To jest narzędzie do wszystkiego — dziury w drodze połatać, krawężnik poprawić, a jak kto za bardzo kozaczy, to i o chodnik huknąć, żeby zaraz kulturę złapali. No bo ja tu nie tylko buduję — ja tu porządku pilnuję. Ktoś musi, co nie? No, bo wiesz… na osiedlu to nie tylko robotę się robi.
Czasem człowiek przejdzie się z tą łopatą, przysiądzie na ławce i porozmawia z ludźmi. Szczególnie z panią Zosią z parteru, bo ona to ma zawsze jakieś nowinki. Raz przychodzę, a ona podlewa te swoje kwiatki przy bloku.
— „Panie Staszku, a pan to ciągle w tej kamizelce, ciągle na nogach… Może by tak herbatkę wypić?”
No i co miałem powiedzieć? Łopata na bok, siadłem. Ciepło było, słoneczko świeciło… No i tak sobie gadamy. O tym, że na trójce ktoś znowu zapomniał zamknąć okno w piwnicy, o tym, że pan Heniek to nowego psa sobie sprawił. Żadnej sensacji, ale wiesz co? Fajnie było. Taka zwykła, spokojna chwila.
Na Kaszubach budowlanka to nie przelewki — tu firmy takie jak Repiński to prawdziwa duma regionu. Stawiają domy, bloki i całe osiedla, a kiedy roboty się kończą, zwykle zostaje tylko kurz i wspomnienia. Ale nie na Moniuszki. Tu zostałem ja! Facet, co nie tylko zna każdą cegłę i każdą płytkę chodnikową, ale i każdą dziurę w drodze. I z tą łopatą to nie jest żart — bo jak już coś załatam, to nie musisz wracać przez najbliższe dziesięć lat!
„Bez firmy budowlanej na Kaszubach to jak bez żuru w niedzielę.” — powtarzam. I coś w tym jest, bo gdyby nie tacy fachowcy, to zamiast osiedla byłoby dalej pole ziemniaków.
Ale wiesz co? Budowlanka budowlanką, ale Kaszuby to przede wszystkim ziemia. Rolnictwo tu było od zawsze. Pola ciągną się po horyzont, a w każdym gospodarstwie robota zaczyna się, zanim słońce wzejdzie. Krowy trzeba nakarmić, świnie oporządzić, ziemniaki okopać, a na żniwa to już w ogóle dzień się kończy, zanim człowiek zdąży przetrzeć czoło. No i coś w tym jest. Bez rolnika to my chleba byśmy nie mieli, mleka by nie było, nawet ziemniaków do obiadu. A oni robią, jakby to było ich powołanie. Bo może i jest?
I to jest właśnie ta kaszubska siła. Że się nie narzeka, tylko się robi. A po robocie? Po robocie herbata, kawa albo coś mocniejszego, żeby zmyć z czoła kurz. I tak dzień po dniu, aż człowiek widzi, że to, co zostawi po sobie, nie zniknie z wiatrem.
Tu na Kaszubach ciężka praca to nie tylko obowiązek — to tradycja.
Do ùzdrzeniô!



Powrót do strony głównej
Zatrzymałem się tutaj!